Połówka żółtego słońca, czyli rzecz o wojnie biafrańskiej

Książka o powyższym tytule to jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w swoim życiu. Już trochę przykurzona, bo wydana w 2006 roku, ponownie staje w centrum zainteresowania ze względu na zbliżającą się ekranizację. Film o tym samym tytule już istnieje i będzie wyświetlony między innymi na tegorocznym festiwalu filmowym w Toronto.



Jednak czym jest tytułowa połówka żółtego słońca i o czym w ogóle jest ta książka? Czytelnik poznaje losy pięciu bohaterów: pięknej socjolożki Olanny i jej enigmatycznej siostry bliźniaczki, typowej bizneswoman Kainene, ich mężów Odenigbo – wykładowcę matematyki i Richarda - brytyjskiego dziennikarza oraz służącego Ugwu toczące się na tle okrutnej wojny domowej w Nigerii.
Skłócone ze sobą przez Brytyjczyków plemiona nigeryjskie przestają się akceptować. Muzułmańskie ludy Hausa i Joruba wspólnie napadają na członków chrześcijańskiego plemienia Igbo i raz po raz dokonują na nich krwawej jatki. W konsekwencji ludność Igbo zakłada własne państwo Biafrę z czego wynika trzyletnia wojna zbierająca ogromne żniwo. Ludzie umierający z braku lekarstw, czerwonowłose dzieci umierające masowo na kwashiorkor, dobrzy ludzie stający się w obliczu wojny potworami. Życie bohaterów również nie jest łatwe. Z powodu nalotów bombowych przepędzani z jednego miejsca w następne, coraz to gorsze, przesiadują godzinami w obleśnych schronach z poprzyklejanymi do ciała chmarami świerszczy. Przekonują się jak to jest zobaczyć matkę wiozącą głowę swojego dziecka w kalabasie lub znajomego biegnącego przez pole bez głowy. Nie ma pożywienia, nie ma mydła, nie ma papieru toaletowego. Nie ma już nic. Oprócz mleka w proszku z Caritasu. Niestety po trzech latach połówka żółtego słońca upada i Republika Biafry znika na dobre ze sceny politycznej świata.



Książka jest niesamowita. Wciąga jak najlepszy kryminał. Zawsze czytam w autobusie w drodze do pracy, więc każdego ranka się na to cieszyłam. A to już znaczy wiele, bo zazwyczaj nie cieszę się na wyjście do pracy :) Dwoma rzeczami byłam zawiedziona. Po pierwsze, że książka się skończyła. Te pięćset stron to i tak było za mało. Po drugie: jestem zaskoczona filmową postacią reprezentującą Olannę. W książce ta kobieta była opisywana jako zjawiskowo piękna, więc wyobrażałam sobie samą autorkę Chimamandę Adichie w tej roli. Oczywiście nie może zagrać w ekranizacji swojej powieści, a wybrana aktorka również jest bardzo piękna, jednak lekkie rozczarowanie pozostało. Któż nie zna tego uczucia? Mimo wszystko, jeszcze nigdy nie wyczekiwałam żadnego filmu z taką niecierpliwością.

Sama autorka jest określana jako literacka córka Chinuy Achebe i jest znana ze swojego nastawienia do literatury w ogóle. Jak ważna według niej jest literatura, Adichie opowiada w słynnym już wykładzie dla TED „The danger of a single story”.
Trwa ładowanie komentarzy...